GDY E- spotka się z SOCIAL – czyli Facebook w strategiach social commerce

Nie tak dawno, bo 18 października świat obiegła wiadomość opublikowana na łamach „The Wall Street Journal” informująca o tym, że największy portal społecznościowy Facebook zaliczył dużą „wpadkę”. Dane ponad miliona użytkowników wyciekły do zewnętrznych firm zajmujących się reklamą w Internecie oraz tworzeniem baz danych o internautach.
Wydaje się jednak, że nic nie jest w stanie zrazić Facebook’owiczów, których liczba rośnie w dalszym ciągu. Niespełna parę miesięcy temu (w lipcu tego roku) Facebook świętował przecież pozyskanie pół miliardowego użytkownika. Dla porównania można dodać, że Polska liczy sobie według danych GUS-u za rok 2009 39 milionów 173 tysięcy osób. Zestawienie tych dwóch liczb nie wymaga dodatkowego komentarza.
Co bezpośrednio wynika z istnienia w sieci tak potężnego narzędzia? Tak należy bowiem patrzeć na Facebook’a. Prowadzonych jest coraz więcej badań dotyczących wpływu portali społecznościowych na życie społeczne. Można spotkać się nawet z pojęciem pokolenia Facebook’a, mówi się o nałogu Facebook’a. Na ile jest to przesadzone, nie wiadomo. Na konferencji Rynek Usług Pocztowych w Polsce 2010 prezes firmy InPost Rafał Brzoska część swojego wystąpienia poświęconego branży e-commerce, dedykował właśnie fenomenowi Facebook’a oraz bezpośredniej zależności, jaka jest zauważalna między mediami społecznościowymi (tu akurat Facebook’iem), a e-handlem. Rafał Brzoska udowadniał, że heavy-userzy (dla niewtajemniczonych – stali użytkownicy, konsumenci danego produktu) Facebook’a wydają średnio o 40 dolarów więcej na zakupy w sieci, niż osoby nie korzystające z FB, a 56% użytkowników tego portalu zrobiło zakupy online. Komu, jak komu, ale prezesowi Inpost-u promującemu swoją usługę Paczkomaty 24/7, której to głównym motorem może być branża e-commerce, dane te musiały dać do myślenia. Namacalnym tego dowodem jest nowatorski pomysł wdrożenia sieci sklepów na Facebook’u – Inflavo.
Kolejnym przykładem social marketing’u, ale także social commerce, czyli zakupów w Internecie z wykorzystaniem mediów społecznościowych, może być kampania firmy Levis. Odwołując się jeszcze raz do danych przytoczonych przez prezesa Rafała Brzoskę na wrześniowej konferencji w Warszawie: „64% konsumentów lepiej postrzega firmę, gdy któryś z ich znajomych wchodzi w interakcję z marką poprzez nowe media”. To raz. A dwa prosta, chciałoby się powiedzieć ludowa, prawda – co skłoni Panią X do kupienia nowego modelu przykładowo jeansów? To, że raz – jej najlepsza przyjaciółka Pani Y, powie, że są ładne, albo dwa: Pani X dowie się, że Pani Y takie jeansowe cacko nabyła jakiś czas temu. I tu oczywiście znowu z pomocą przychodzi Facebook. Klienci robiący zakupy w sklepie internetowym firmy Levis mogą zdecydować się na, nazwijmy to, tryb społecznościowy, owych zakupów. Od tego momentu mają możliwość dzielić się ze swoimi znajomymi odczuciami, ocenami poszczególnych produktów tej amerykańskiej firmy. Najczęściej wykorzystują w tym celu znowu jedno ze znanych wszystkim narzędzi, a mianowicie button – Like it. Możemy zobaczyć kto z naszych znajomych lubi dany produkt, możemy zapoznać się z listą najbardziej lubianych modeli jeansów wśród naszych facebook’owych kontaktów. Znajomi oczywiście mogą komentować nasze wybory. A każdy taki pojedynczy ruch wyświetla się na naszej profilowej tablicy – widzą go więc i pozostali. Dodajmy tylko, że przeciętny użytkownik Facebook’a ma ich średnio 130. Jodi Bricker, Wiceprezes of Digital firmy Levi’s Americas, mówiąc o nowym sposobie promocji swojej firmy stwierdził: “We’re creating a new social shopping experience that will change the way people shop online and, frankly, make buying jeans more fun. (tłum. Tworzymy nowy, społecznościowy rodzaj zakupów, który odmieni to w jaki sposób ludzie dokonują zakupów online i, tak na prawdę, sprawi, że kupowanie dżinsów będzie przyjemniejszym doświadczeniem). Dla klienta zabawa – bez wątpienia. A dla firmy - praktycznie darmowe narzędzie marketingowe. Rachunek wydaje się być prosty.
Na fali tego samego facebook’owego trendu marketingowego pojawiała się akcja włoskiej firmy Diesel w Hiszpanii. W salonach tejże firmy przy przymierzalniach zainstalowano specjalne urządzenia, które w kilka sekund łączyły Klienta z jego profilem na Facebook’u. Diesel Cam, bo tak zostały one nazwane wyposażono w aparat fotograficzny. Klient, dzięki temu stanowisku fotograficznemu, ma możliwość zrobienia sobie zdjęć we właśnie przymierzanym stroju. Następnie może błyskawicznie opublikować je na Facebook’u i otrzymać od swoich znajomych, jeśli są oczywiście online, natychmiastową radę. Ocenia wirtualne, komisyjne biuro doradcze, złożone z grona Fcebook’owych znajomych. Strategia identyczna jak poprzednie – po pierwsze spory fun dla Klienta, a po drugie samogenerująca się reklama w sieci – każde opublikowane zdjęcie, wyświetla się na Tablicy użytkownika, którą widzą jego znajomi.
Beata Pękala
Artykuł ukazał się w serwisie Pocztowokurierski.pl
Oryginalna wersja tutaj.
Kategorie: Ze świata eCommerce




